- Gdy będę dorosły zostanę gwiazdą rocka. Zobaczysz Ani!
- Czemu jesteś tego taki pewny? Przecież szansa na to...
- Aleś ty nudna jesteś! Nie interesuje mnie jaka jest na to szansa dopóki będzie to moim marzeniem!
- Marznie?
Mała blondyneczka o krótkich, kręconych włosach leżała na ziemi, wsłuchując się w śpiew wiatru, który był tak piękny że liście, kwiaty oraz trawa tańczyły w jego rytm.
- Tak, marzenie to coś takiego, czego baaardzo mocno chcesz, co by sprawiło że byłabyś szczęśliwa!
- Czyli tylko marzenia dają szczęście?
- Tak! A osoby które ich nie spełnią będą żyły w smutku i to właśnie w nim umrą! - Zaśmiał się długowłosy blondynek o czarnych oczach i tak delikatną buzią, że nie raz mylono go z dziewczynką.
- Jack? A co jeżeli ja nie mam marzeń? Jak mogę wtedy być szczęśliwa?
- Bzdura, mamusia mówi że każdy ma marzenia. Po prostu zamknij oczy i zastanów się co jest dla Ciebie ważne.
Dziewczynka zrobiła to, co polecił jej braciszek i zaczęła się zastanawiać przez dłuższą chwile, a czarnooki w tym czasie łapał koniki polne.
- Jack. Moim marzeniem jest by te stwory zniknęły. Nie lubię ich i bardzo się boje gdy są obok... - lecz niedane było jej dokończyć, gdyż poczuła jak ręce jej brata zaciskają się na jej szyi. Ani gwałtownie otworzyła oczy i wstała wyrywając się, jednak nie zdążyła uciec przed mocnym policzkiem jej brata.
- PRZESTAŃ O NICH MÓWIĆ! TE STWORY NIE ISTNIEJĄ! PRZERAŻASZ MNIE!
Dziewczynka spuściła głowę i skuliła się, rozmasowując zaczerwieniony polik i powstrzymując się od płaczu. Blond włosy Jack zdenerwowany rzucił się na niczemu niewinne owady, zgniatając w ręce każdego który nie zdążył uciec.
- Jack... ja chciałam powiedzieć, że tak na prawdę... to marzę o zostaniu mamą. Od kiedy nasza siostrzyczka poszła do nieba boje się że moje dzieci też odejdą zanim zdążę je poznać, wiesz? I... ja tylko żartuję z tymi potworami.
Chłopczyk spojrzał na An i nie widząc w jej słowach kłamstwa podbiegł do torby, wyjął swój zeszycik i językiem tylko mu znanym nabazgrał coś w środku, po czym podszedł do siostry i pokazał jej swoje dzieło.
- Napluj tutaj, tak jak ja. To będzie nasza obietnica, że spełnimy te marzenia przed śmiercią. Te i wszystkie inne!
Gdy tylko usłyszałam kroki szybko otarłam oczy u schowałam kartkę do pierwszej lepszej szuflady, wracając do przeszukiwania pudła.
- I jak? Masz coś? - Czarnowłosy przeszedł przez drzwi, ja za to uśmiechnęłam się wywyższająco.
- Mów mi Boże, bo właśnie uratowałam Ci tyłek. - Rzuciłam starą księgę, a on ją złapał.
- Dobra siostrzyczka, dobra.
- A co to ja, pies?!
- Hau hau. - Wystawił mi język, śmiejąc się.
- Właśnie sobie załatwiłeś to, że twoja kochana siostrzyczka rozpowie wszystkim że farbujesz włosy.
- Zabiję Cie wtedy.
- Pragnę zauważyć, że ja już nie żyję idioto.
Jack usiadł na łóżku, przeglądając zdobycz.
- Masz zamiar im ją oddać? - Podeszłam, zerkając mu przez ramię
- Najpierw muszę zastanowić się jak tam dotrzeć bez ryzykowania mojej egzystencji...
- Mogę zadzwonić po Adama, on na pewno nam pomoże. Możemy pojechać jego...
- Żadnego wampira! Nie pozwolę żeby ktoś z ich rasy mi pomagał, nie ważne czy się w nim kochasz, czy nie!
Przytuliłam książkę do swojego brzucha, zamykając oczy i usadawiając się wygodnie na fotelu.
- Miło z Twojej strony że nas podwozisz.
- Spokojnie i tak nie mam nic lepszego do roboty. - Westchnął niebieskooki, a jak zaczęłam zastanawiać się ile tak na prawdę ma lat, skoro jest wampirem.
Jack siedział z tyłu, rozdrażniony klnąc pod nosem. Ciekawe czemu tak bardzo nie lubił wampirów? Może przez to, że piją krew słabszych... i byłam pewna, że Alicja nie jest jedynym całodobowym barem...
- Już jesteśmy. Wyjdę pierwszy, żeby Cię osłaniać. A Ty Jack, jeżeli zdecydujesz się zamknąć i ruszyć do roboty byłoby mi na prawdę miło gdybyś osłaniał tyły.
- A co, jeżeli to ja bardziej nadaję się na przeniesienie tej walonej książki?!
Na ustach Adama pojawił się drwiący śmiech.
- Czyli uważasz, że nawet twoja młodsza siostra jest odważniejsza i to ona powinna Cię bronić?
Usłyszałam zgrzyt zębów. Oj, ktoś zdenerwował Jacka...
- Ani, chodź. Sami sobie poradzimy. Ponieważ każdy prawdziwy brat da radę BRONIĆ SWOJĄ SIOSTRĘ.- Gdy to powiedział byłam pewna, że miał styczność z Alicją. Jack szybko otworzył drzwi i wyszedł, a ja zrobiłam to samo, biegnąc tak by być za nim. Przełknęłam ślinę, gdy otworzył drzwi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz