Niepewnie ruszyłam w stronę drzwi, nie wiedząc kogo mogę się tam spodziewać. Moje myśli kręciły się wokół Jacka i osobnika przy wejściu. Nogi miałam jak z waty gdy stanęłam przed drzwiami jednak nikogo tam nie było. Zmarszczyłam brwi i wychyliłam się, by spojrzeć czy ktoś się nie ukrywa z boku, jednak w momencie w którym to zrobiłam poczułam z tyłu głowy mocne uderzenie, a świat stał się czarny.
Obudziłam się na drewnianej podłodze, która jak można się spodziewać do najwygodniejszych i cieplejszych nie należała. Położyłam rękę na czoło pokryte prostą, lawendową grzywką. Bolało jak diabli.
- Widzę że już wstałaś. - Usłyszałam Jacka. Chyba nigdy nie cieszyłam się na jego widok tak bardzo jak dziś, przez co rzuciłam się na jego szyję z zamiarem przytulenia. Ale nie ma tak słodko. Zamiast tego trzasnęłam go z pięści w łepetynę.
- Co my tu robimy?! Nawet nie wiesz jakiego stracha mi przysporzyłeś idioto!
Czarnowłosy spojrzał na mnie tym swoim czarnym okiem (drugie miał przykryte włosami).
- Powiedzmy że kiedyś komuś ważnemu podpadłem pożyczając pewną ważną książkę i teraz chcą wiedzieć gdzie ona jest.
Popatrzyłam na niego zirytowana.
- Pożyczyłeś?
- Na czas nieokreślony, ok?
- Przyznaj po prostu że ją zawinąłeś.
- Tam są bardzo ważne informacje, ok?
- Przez te informacje właśnie plecy bolą mnie tak, że czuję jakbym spadła z 2 piętra!
- Spokojnie, to tylko wysokość łóżka, nie przesadzaj.
- Łóżka?
- Ta, dużo miejsca zajmowałaś przez co nie mogłem się wyspać.
Zagryzłam mocno usta. Spokojnie, uspokój się, wdech, wydech... czekaj, ty nie żyjesz.
Odwróciłam wzrok ku drzwiom, gdy usłyszałam jak ktoś je od klucza. Do pokoju wszedł brązowowłosy mężczyzna o mocnych rysach twarzy i silnej posturze.
- Jack, powiedz im wszystko. - Spojrzałam na niego błagalnie, a on uśmiechnął się.
- Spokojnie księżniczko, gdybym tylko pamiętał powiedziałbym.
Wmurowało mnie. Ten idiota nie pamiętał o rzeczy która najwyraźniej była tak ważna, że nas porwali?!
Brat nie wracał przez dobre parę godzin, a mi już znudziły się próby przejścia przez ściany- to było bezskuteczne, skoro najwyraźniej pomieszczenie bronione było przez bariery, a do tego ja padałam z nóg. O ile jeszcze wieczorem czułam się jak żywa, teraz byłam stu procentowo pewna że tak właśnie czują się ludzie zagrzebani 6 metrów pod ziemią.
- A co gdyby tak napić się od Alicji tego...
Stanęłam jak wryta, nie wierząc że właśnie to powiedziałam. Przecież jeszcze wczoraj wrzeszczałam na Adama za to że nie pomagał siostrze, a teraz sama chciałam wyrządzić jej krzywdę. Załamana usiadłam na posłaniu, zastanawiając się dlaczego.
- Przecież to krew i jakiś płyn, a do tego potrzebne są także wenflony..!
Uderzyłam dłonią o czoło, gdy zdałam sobie sprawę że właśnie odkryłam co jest powodem mojego głodu. Płyn. Ten nie znanego mi pochodzenia- mógł być narkotykiem pobudzającym. To by wyjaśniało wiele rzeczy, w tym moje myśli. Czy to właśnie dlatego nie chcą jej pomóc?
Moje rozmyślania przerwał huk otwieranych drzwi i upadającego na podłogę brata. Brązowowłosy mężczyzna szybko zamknął pokój, jakby bojąc się że ucieknę, jednak ja teraz zajęta byłam łapaniem każdego materiału jaki znalazłam i obwiązywania nim ran brata. A głównie tej najgorszej. Gdy zobaczyłam pusty oczodół prawego oka o mało nie zwymiotowałam, wybuchając przy tym płaczem. Jednak gdy ja panikowałam bandażując Jacka, on leżał uśmiechnięty niczym dziecko.
- Dlaczego?
- Dlaczego co?
- Dlaczego pozwoliłeś im na zadanie sobie tyle bólu!?
Uśmiech na jego ustach się poszerzył.
- An, ja nie czuję bólu. U Ciebie tez przyjdzie taki czas.
Zamarłam, patrząc na niego.
- Więc po co oni to wszystko robią?
- To idioci. Nie zorientowali się jeszcze. Jestem pewien, że nawet nie będą nasz szukać jak się stąd wydostaniemy tylko dadzą sobie spokój. - Mówiąc to otworzył jedną dłoń, w której znajdował się klucz, a z kieszeni wyciągną sztylet. - Są tak tępi że nie przeszukali mnie, a to oczywiste, że taki kieszonkowiec jak ja nie posiedzi tutaj za długo. Zostaw to oko, nie było mi potrzebne, zawsze je ukrywałem.
Uśmiechnęłam się. Dziś po raz drugi dzięki niemu byłam szczęśliwa- co nie oznacza, że tyle wydarzeń jak na tak krótki czasie nie odbiło się na mojej psychice. Czarnowłosy wstał, a ja zanim.
- Zamknij oczy i złap mnie za rękę. - Polecił, a ja tak zrobiłam. Usłyszałam jak od klucza drzwi oraz szybki, urwany krzyk. Potem coś upadło na ziemię, a ja zostałam pociągnięta i zmuszona do biegu. Taa... zamknij oczy. Łatwo mówić. Co chwilę powtarzaliśmy tą samą sekwencję- krzyk, stajemy, coś upada na ziemię. Łatwo się domyślić co, więc wolałam zacisnąć powieki jak najmocniej i otworzyć je dopiero gdy poczuję świeże powietrze. Gdy wybiegaliśmy na zewnątrz Jack przekrzykując goniących nas ludzi kazał przygotować mi się na przejście przez ścianę- na otwieranie drzwi oczywiście nie mieliśmy czasu, jednak mieliśmy dużo szczęścia że chociaż tu nie było bariery
- Nawet nas nie będą gonić, mówiłeś? - Zaśmiałam się, odwracając do zgrai mężczyzn biegnących za nami.
- Nie doceniłem ich. Może ta książka serio była ważna...
- Gdybyśmy teraz nie ratowali sobie tyłków przywaliłabym Ci idioto!
- Oj, przesadzasz. To tylko półbogowie, cóż takiego mogą nam zrobić?
Gdy to usłyszałam zrobiło mi się słabo.
- Mówił Ci ktoś kiedyś, że jesteś walnięty?
Gdy tylko dobiegliśmy do domu Jack złapał jakiś kubeł i wyleciał na dwór wylać go w ogół domu. Zgaduję, że bariera. Dobry braciszek, w końcu pomyślał. Ja za to miałam nadzieję jak najszybszego odnalezienia księgi, dlatego poleciałam do jego pokoju, przegrzebując szuflady. Gdy nic nie znalazłam schyliłam się pod łóżko, by wyciągnąć pudełko na randomowe rzeczy. Zdmuchnęłam kurz z pokrywy i podniosłam ją. Mój wzrok wbił się w kartkę, a ciało znieruchomiało, pozwalając jedynie na to by łzy wyleciały ze mnie strumieniem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz