- Jestem Alice, tutejszy zbiornik. Pomogę Ci wydłużyć czas egzystencji. Widzę, że jeszcze...
- Adam, co to ma znaczyć?!
- Chodzi o to że będziesz...
- Nie o to mi chodzi! Dlaczego twoja siostra jest cała pogryziona?! Przecież to jeszcze dziecko...
- Ani, słuchaj. W tym świecie są pewne zasady, a najważniejsza z nich to "zjedz, albo zostań zjedzonym". Alice jest tym słabszym ogniwem, a do tego ma predyspozycje do oddawania dużej ilości krwi w małym czasie. Zawsze trzeba poświęcić jednostkę dla dobra ogółu.
- Co nie zmienia faktu że jesteś jej bratem i powinieneś ją chronić!
- Proszę Pani - mój wzrok skierował się ku dziewczynce która złapała mnie za łokieć - proszę się nie przejmować. Jestem tutaj by pomagać. Pomaganie jest dobre.
Całe moje ciało przeszedł dreszcz. Byłam stu procentowo pewna, że ona już się poddała. A może nigdy nie walczyła? Jak tak młode dziecko mogło odnaleźć się w takiej sytuacji? Nie, inaczej. Czy to dziecko się odnalazło? Gdy rudowłosa pociągnęła mnie do krzesła musiałam powstrzymać się od zgadywania ile nocy nie przespała płacząc.
- Boisz się igieł? - Zapytała cicho.
- Panicznie.
- Adam, przytrzymaj ją.
- Nie trzeba.
Jednak czarnowłosy nie posłuchał i stanął za mną, trzymając pewnie w ramionach. Gdy w moją skórę wbił się wenflon w duchu podziękowałam, że mnie trzymał, ale z moich ust wydobył się głośny krzyk. Gdy poczułam, jak krew dziewczyny, rozcieńczona z niewiadomego mi pochodzenia płynem zaczęła wypełniać moje nieaktywne żyły, prawie je rozrywając po prostu zemdlałam.
Obudziłam się południem w pokoju Alicji. Nie mogłam się mie uśmiechnąć, gdy poczułam się niczym żywa, a co ważniejsze- obok mnie byli moi przyjaciele. Po mojej prawej leżał chrapiący Eddy, a z lewej strony wtulana byłam w Gwen. Adam spał cicho na końcu łóżka, oparty o barierki, razem z siostrą na kolanach, która bawiła się jego włosami, roztrzepując czarne kosmyki na czole.
- Jak się czujesz? - Dziewczyna spojrzała w moją stronę.
- Mogłabym zapytać o to samo.
Alicja spojrzała na mnie speszona, a na jej pulchnych polikach pojawiły się rumieńce sięgające aż zadartego czubka malutkiego noska. Jednak to nie sprawiło, że wyglądała tak jak powinna.
- Ze mną wszystko dobrze. Jestem do tego przyzwyczajona. Bardziej martwię się o reakcję Twojego organizmu. - Na jej drobnych ustach zawitał niepewny uśmiech.
- Czuję się jakbym odzyskała życie.
- Można powiedzieć że o ten efekt między innymi nam chodziło. Do tego przez najbliższe parę godzin będziesz materialna, co pozwoli Ci normalnie funkcjonować. Wykorzystałam także to że zemdlałaś i podałam Ci środki nasenne, żeby zająć się tą paskudną raną. Słabo by było gdybyś w duszy miła pasożyta- to często prowadzi do rozdwojenia jaźni.
Zachwycona ogromem pracy tak malutkiej osoby wstałam i przytuliłam ją mocno.
- Aniii! Zdradzasz mnie! - Spojrzałam na zaspaną Gweni, którą najwyraźniej obudziłam, co zresztą ona teraz robiła reszcie swoimi krzykami.
- Oczywiście, że Cię zdradzam z każdym i każdą.
- No ja wiedziałam.
Popatrzyłyśmy na siebie jak dwie wariatki i wybuchnęłyśmy śmiechem. Gwen przeczesała swoje krótkie wampirze włoski. Zabawne- będąc człowiekiem wyglądała bardziej wampirycznie od Adama czy jego siostry. Przyjaciółka poprawiła swój T-shirt, po czym rzuciła się na mnie i Alicje by nas wyściskać, przygniatając przy tym biedne plecy Adama do barierki, który od nacisku obudził się i chcąc nie chcąc przytulił nas. I uwaga, nikt się tego nie będzie spodziewał...! Gwen znowu posłała mi to denerwujące spojrzenie mówiące "Jest już Twój". A to Ci niespodzianka...
- Miłe grono do przytulania- dwa wampiry, duch oraz przyszła ofiara banshee. Miło. A wiecie co jest jeszcze milsze? To że jestem jedynym nieprzytulanym! - Wszyscy spojrzeli na Eddiego, który zdążył się już obudzić.
- Easy bizi, napiszę Ci karteczkę "Free hug" i puszczę na ulicę. - czarnowłosa spojrzała na blondyna. - Po prostu chodź tu!
Nie trzeba było długo czekać żeby niebieskooki się do nas dołączył.
- Ani, to mogę w spadku Twoją szafkę? - Błagalne spojrzenie blondyna wbiło się w moje sumienie.
- No chyba zwariowałeś! Szafka An już jest moja!
- Niedoczekanie!
Przewaliłam oczami. Bo przecież nie może być chwili spokoju. Na szczęście porzucili ten temat, więc rozmawialiśmy do momentu, w którym nie zniknęłam ostatecznie, a jedynymi osobami które mogły mnie zobaczyć były wampiry i inne stwory.
Po długim spacerze wróciłam do domu. Oczywiście mogłam przyjąć propozycję podwózki, jednak nie uśmiechało mi się przebywać tak długo z osobą, która pozwoliła siostrze na takie życie.
- Hah, Ani, jeszcze tydzień temu dałabyś się zabić by to własnie on podwiózł Cię do domu a teraz co? - Zaśmiałam się do siebie pod nosem. - Ta... "dałabyś się zabić"...
Złapałam za gumkę go włosów i spięłam je w kucyka, idąc na górę.
- Jack, wróciłam!
Przeszłam przez drzwi do pokoju i położyłam się. Nie leżałam zbyt długo, zdając sobie sprawę z tego że brat nie odpowiadał a co dziwniejsze nie przyszedł mnie podręczyć. Wstałam niespokojna, po czym weszłam do jego pokoju.
- Jack?
Przerażona przeszukałam cały dom, jednak nigdzie go nie było. Gdy tylko próbowałam wpaść na pomysł co mogło się z nim stać przypominałam sobie widok żerujących przemienionych.
- Nie... To nie może być prawda...
Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk otwieranych drzwi, jednak nie usłyszałam by ktoś wchodził.
Byłam pewna, że to nie on- Jack nigdy nie otwiera drzwi a do tego chodzi niczym słoń.
- Kto tam..?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz