wtorek, 24 lutego 2015

Banshee

 Jack szybko złapał mnie za ramię i przyciągnął brutalnie do ściany, wykręcając moje plecy pod dziwnym kontem. Nie ważne, że nie żyłam, to i tak na swój sposób bolało!
- Jack! Tam jest Adam! To na pewno nie przypadek!
- Adam? - Czarnowłosy zmarszczył brwi niezadowolony, po czym puścił mnie, szybko przenikając przez ścianę. - Pieprzone wampiry.

 Zdziwiona zamrugałam. Wampiry? Czym prędzej pobiegłam za bratem, tratując przemienionych którzy jeszcze nie uciekli przed banshee. Zamknęłam oczy, biegnąc z całych sił, jednak w pewnym momencie coś uderzyło o mój but, a ja runęłam na ziemie. Gdy otworzyłam oczy czułam się jakby ktoś spowolnił czas. Jack, biegnący z krzykiem w kierunku banshee z gotowym sztyletem. Adam, trzymający łańcuch którym owinął kark banshee oraz przerażoną zjawę, szarpiącą się niczym tygrys na smyczy, co sprawiało że zimny metal ranił jej śnieżną skórę. Gdy usłyszałam huk, brat padł na ziemię. Za to kobieta zniknęła pozostawiając po sobie powoli opadające światło. Czarnooki momentalnie wstał i rzucił się z pięściami na Adama.
- Idioto! To serce było dla nas ważne! Zatłukę Cię! - Krzykom nie było końca, na co niebieskooki nie zwrócił większej uwagi. Jedyne co zrobił to przejechał niewzruszonym wzrokiem po mnie.
- Byłem pewien że tak skończysz.
- Masz na myśli leżenie w kałuży o północy, czy jednak to kwestia tego że nie żyję i właśnie straciłam jedną z szans na przedłużenie egzystencji?
- Nie wiedziałem, że idziecie.
- Krzyczałem! I przestańcie mnie w końcu ignorować!
Adam prychnął. Wiedziałam, że nie lubił tego typu ludzi.
- Wiesz ile osób w nocy krzyczy? Szaleńcy, przestraszone dzieci, mordowani ludzie... dużo by tego wymieniać...
- Za to jestem pewien że żadna kobieta nie krzyczała z przyjemności w twoim otoczeniu. - Prychnął lekceważąco.
Adam zignorował uwagę odnośnie jego upodobań i zajęć.
- Jeżeli Twój kochany braciszek-idiota przestanie się zachowywać jak pajac mogę zaproponować rekompensatę.
Jack tylko burknął coś pod nosem ale, o dziwo, zaprzestał tylko na tym. Byłam w szoku.
- A co, posiadasz w lodówce zapasik serc banshee, tak na wszelki wypadek gdyby koleżance z klasy były potrzebne?
- Nie do końca...
- Nie ma opcji! An, idziemy! Nie dam Ci zostać obiadem dla jakiś durnych wampirów!
Twarz Adama momentalnie przyjęła srogi wyraz. Wyraz którego nigdy nie widziałam- przeważnie jedyną emocją jaką można było zaobserwować oprócz obojętności była irytacja.
- Słuchaj narwańcu, wiem że twój móżdżek tego nie pojmuje ale wampiry nie żywią się krwią ani ludzką, ani zwierzęcą. Więc przestań drzeć się ze swoimi poglądami bo dużo w gębie oznacza mało w głowie, jasne?
 Zamknęłam oczy żeby nie patrzeć jak pięść Jacka rozkwasza nos mojego kolegi. Kolegi który najwyraźniej był wampirem. Chyba już nic mnie nie zdziwi.
 Poczułam jak delikatne ręce czarnookiego podnoszą mnie, a na moich policzkach.. gdybym żyła to na pewno pojawiłby się tam rumieniec. Lekka woń konwalii otuliła moje nozdrza.
- Jesteś moją przyjaciółką od dzieciaka. Nie pozwolę Ci zniknąć przez moje błędy. Ale to pierwszy i ostatni raz, jeżeli Twój braciszek nie nauczy się zachowywać.
Adam złapał mnie za rękę i zaprowadził w stronę uliczek. Ciągle patrzyłam na Jacka pozostawionego samego sobie. Jednak wyglądał na szczęśliwego, co pozwalało mi wsiąść razem w Adamem do czarnego volva v70 . Lubiłam to auto. Stara robota, jeszcze za czasów produkcji szwedzkiej. Trudno dostać drugi taki samochód.
- Gdzie jedziemy?
- Do północnej siedziby SPWOZ.
- SPWOZ?
- Tak, stowarzyszenie pomagające wiecznym odszukać zbawienia.
- Ciekawe, że coś takiego istnieje.
- Bez tego nastał by chaos.
 Jedynie uśmiechnęłam się na jego słowa. Szczerze mówiąc to nigdy bym nie pomyślała że z tym chłopakiem jest coś nie tak, ale to pewnie przez zauroczenie jako osobą.
- A Gwen i Eddy?
- Są wtajemniczeni. Oboje mają podwyższone ryzyko spotkania z banshee.
Zamknęłam oczy. Droga dłużyła się niemiłosiernie, ale w końcu zajechaliśmy pod starą kamienicę, z której tynk już w dużych ilościach odpadł, jednak nie zniszczyło to zdobień w stylu wzorowanym na secesję. Młody wampir otworzył kluczem duże, drewniane drzwi i puścił mnie przodem. O dziwo klatka była bardzo zadbana.
- Moja siostra zajmuje się regeneracją. Jest w pokoju nr. 15, na 3 piętrze. Pozwól, że pojedziemy windą.
- Czy to aluzja odnośnie mojej kondycji?
- Owszem.
Jak zwykle szczery do bólu. Cóż poradzisz?
W czasie 100 razy krótszym nisz ten w którym doczłapałabym się na górę dotarliśmy na odpowiednie piętro, gdzie przeszliśmy do wyznaczonego pokoju. Rozejrzałam się po pomieszczeniu, które ku mojemu zdziwieniu (i lekkiemu zawiedzeniu) nie wyglądało na komnatę gotyckiej księżniczki. Szafa, biurko, łóżko w nowoczesnym stylu. Taki standard, jednak w koncie stało krzesło, takie jakie można znaleźć w szpitalach, a tuż obok niego sprzęt do pobierania krwi, nad którym stała malutka dziewczynka w swetrze z czarnym "X" na środku. Ubranie było tak wielkie, że sięgało jej aż do kolan, a rączki miała ukryte głęboko w rękawach. Rude włosy niebieskookiej wystawały w upiętego koka tak, jakby nie zmieniała fryzury od dobrego tygodnia. Blada skóra dziecka pokryta była serkami ran- wyraźnie zadanymi przez wampiry.
- An, to Alice. Moja siostra. - Adam popatrzył na dziewczynę. - Al, wiesz co masz robić.
Po jego słowach dziewczynka, z przerażającym wzrokiem, jakby już dawno straciła nadzieję na szczęście, powolnym krokiem podeszła do mnie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz