poniedziałek, 23 lutego 2015

Początek

 Jasne światło drażniło moje oczy, a ból w klatce piersiowej nie dawał mi spokoju. Nie miałam pojęcia co się dzieje. Czułam ciągły chłód, najmocniej w okolicach stóp oraz żarzące się gorąco w miejscu serca... A tak dokładniej w miejscu gdzie była wielka, pusta dziura. Nie żyłam- nikt nie musiał mi tego mówić. Gdy otworzyłam oczy w pokoju nie było już banshee- tej, która wyrwała mi serce. Był tylko Jack. I byłam pewna że widział to wszystko- tak jak mnie teraz.

- Moja mała, głupiutka Ani. Miałaś takie piękne serce, mogłaś mnie nim nakarmić, a nie już wieczną istotę. Ale cóż poradzimy skoro jesteś tylko małą, nic nieznaczącą dziewczynką? Jestem pewien że nawet nie pojmujesz jak wielki błąd popełniłaś podchodząc do tego okna. Ah głupiutka, głupiutka. Teraz jesteś duchem. Tak jak ja. Chociaż ja jeszcze jakoś wyglądam. Umyłabyś się!
 Momentalnie popatrzyłam na niego wielkimi oczami.
- Nie patrz tak na mnie, sama sobie zawiniłaś. Ostrzegałem.
- Ale Ty przecież jeszcze chwilę temu żyłeś!
Przerażający śmiech rozniósł się basem po pokoju.
- A więc o to Ci chodzi? Jak zwykle zbyt głupia.
Gdy zobaczyłam jego minę wiedziałam, że nie chciałam tego powiedzieć.
- An... ja umarłem 2 lata temu. W wypadku samochodowym. Wiem, że nie miałaś o tym pojęcia, ale zabawnie się patrzyło na to jak wielką wariatkę z siebie robisz. Nosiłaś te jedzenie jak jakaś idiotka pod drzwi pokoju, który już dawno jest strychem!
 W moich oczach wezbrały się łzy. Nie miałam pojęcia co jest mocniejsze- Smutek po stracie bliskiej osoby, czy gniew że ktoś bawił się moim kosztem.
- A. I nie wychodź na dwór. Te potwory nie wejdą do domu, ale jeżeli w czasie żeru wyjdziesz musisz się liczyć z zasadą "zjedź, albo bądź zjedzony". A jestem pewien, że domyśliłaś się, co dzieje się zarówno ze zjedzonymi, jak i pożeraczami.
 Gdy tylko wybuchłam płaczem mój kochany brat wyszedł z pokoju. Zawsze, gdy stres brał górę a ludzi nie było dookoła, płakałam jak dziecko, a mój braciszek ulatniał się. Nigdy nie liczyłam na jego pomoc. Zresztą, jak można liczyć na pomoc walniętego sadysty?
 Z minuty na minute mój płacz stawał się coraz mocniejszy. Strach paraliżował moje ciało, niczym zimne łańcuchy zaciskające się coraz mocniej. Byłam pewna, że od teraz nie będę bezpieczna. Skoro te potwory, a tak dokładniej dusze (przeważnie zwierząt) żywiły się sobą na wzajem, łącząc ciała i unicestwiając słabszego osobnika, ile czasu mi zostało do nicości? Z jednej strony mam dzikie potwory, a z drugiej strony perspektywa tego, że jeżeli nie zjem serca banshee, w przeciągu najbliższego tygodnia moje istnienie i tak będzie trwało nie dłużej niż miesiąc.
- Skoro to ma tak wyglądać... Zaczynamy walkę z czasem.

->\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/\/<-

 Dziś króciutko, jednak nie chciałam żeby to było dłuższe. Właśnie o taki efekt mi chodziło.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz