czwartek, 5 marca 2015

Rose

   Zamknęłam oczy, oślepiona blaskiem. Od razu schowałam się za ścianą, patrząc znacząco na Jacka.
- Skąd mamy pewność, że wejdzie oknem?
- Zawsze nimi wchodzą. - Jego szczęśliwy śmiech wypełnił mnie pewnością. Uda się. Musi się udać.

 Gdy pokój wypełnił się światłem, nie mogłam tracić ani chwili. Złapałam z krzykiem kobietę, unieruchamiając ją na tyle na ile pozwoliła mi moja siła. Spojrzałam na Jacka, powstrzymując boginię od szarpania się. Gdy ruszył w naszą stronę, zamknęłam oczy. Chwilę później poczułam jak coś wbija się w moje żebra, lecz jednocześnie oblewa mnie fala gorącej cieczy. Gdy otworzyłam oczy, ciało banshee zaczęło znikać, tak jak wcześniej zamieniając się w unoszące, białe światło. Jack stał tuż przede mną, uśmiechnięty trzymając w ręce wycięte serce.
- Wspominałem, że zabicie banshee jest dziecinnie prostą sprawą, z którą nawet Ty sobie poradzisz? - Zaśmiał się, wycierając z polików krew. - No, smacznego młoda.
 Powstrzymując odruch wymiotny wzięłam serce i czym prędzej je zjadłam. Oczywiście bez pomocy Jacka by się nie obeszło.
 Poczułam, jak moją duszę ogarnia miłe ciepło, a miejsce wielkiej dziury zaczęło się sklepiać przez co moje żyły wypełniły się energią. Jack uśmiechnął się patrząc na mnie.
- W końcu będę mógł Cię z kimś zapoznać. - Złapał mnie za rękę i jak zwykle nie zważając na ściany zaciągnął w tylko jemu znanym kierunku. Jednak... nie za bardzo interesowało mnie to, kogo miałam poznać. Byłam zbyt podekscytowana faktem, że moje istnienie nie jest już zagrożone. Po tych paru dniach niepewności i strachu mogłam wreszcie robić co chciałam, być gdzie chciałam i o której chciałam.
- To jest bardzo dla mnie ważna osoba, pamiętaj. - Głos brata wyrwał mnie z euforii zamyślenia.
- A kto to? - Odpowiedział mi tylko szerokim uśmiechem. Czyli dopóki nie poznam, nie dowiem się nawet imienia...

   Jack dziwnie zestresowany zapukał w drzwi, po czym szybko poprawił swoje włosy. Czekaj, co do...?
Otworzyła nam różowo-włosa dziewczyna, o głębokim, zielonym spojrzeniu. Lewą stronę włosów miała wygoloną, a po jej prawym ramieniu spływał długi warkocz. Mój wzrok przykuł piercing na jej szyi- przez kółeczka, zrobione w różnych odstępach, lecz zachowując symetrie przeciągnęła wstążkę o szarym kolorze.
- Hej Ros, to jest moja siostra- Ani. Tak jak obiecałem, gdy tylko odbyła rytuał przyprowadziłem ją.
 Kobieta spojrzała na mnie z uśmiechem, zaraz po tym jak o mało nie zmiażdżyła żeber czarnowłosego.
- Rose, miło mi. - Uśmiechnęła się szeroko, po czym sprzedała mi całusa w czoło. Co to za wariatka...? - Dobrze, że jesteś Kiciu. Stęskniłam się.
 Czekaj... czy ta kobieta powiedziała do niego "kiciu"?! Na moich ustach pojawił się uśmiech mówiący jedno. Mój braciszek ma dziewczynę! Na reszcie!
 Rose zaprowadziła nas do salonu, gdzie nalała herbaty do kubków, a my rozsiadaliśmy się na kanapie.
- A więc spoko możesz mnie widzieć, oznacza to że jesteś już w pełni egzystującą duszą, prawda?
- A... czemu miałabym Pani nie widzieć?
Różowo-włosa popatrzyła na mnie zdziwiona.
- Jack, czy ty jej wspominałeś coś o tworzeniu istot rangowych?
Brat zaśmiał się nerwowo, jednak Ros wbiła w niego spojrzenie. Czyżby to było coś ważnego..? Kobieta założyła nogę na nogę i spojrzała na mnie z uśmiechem.
- Tak więc chyba nie muszę Ci mówić, że larwy, czyli dusze zwierząt i nieprzemienionych ludzi są najniższe rangą i praktycznie nie mogą same sobie poradzić z niczym? Tak więc po larwach mamy dusze egzystujące w pełni, ale nie myl z przemienionymi bo tak narywamy dusze zwierząt pożerające inne. Dalej mamy wampiry- tworzą się one w momencie w którym dusza egzystująca pocznie z drugą duszą, bądź innym wampirem lub demonem dziecko. - Jej wzrok nagle widocznie przygasł. - Bardzo trudno zakończyć egzystencje wampira, ponieważ gdy się go "zabije" przechodzi on w stan egzystencji jako demon, niewidoczny dla dusz typu larw.
- A co z półbogami? - Wcięłam się niegrzecznie, jednak na jej ustach znowu pojawił się uśmiech. Jaka ona ładna...
- Półbogowie są dziećmi dwóch demonów, bądź dowolnej istoty i bożka. Za to nie ma opcji by stać się bożkiem- oni niezmiennie egzystują, nie da się ich zabić oraz nie mogą mieć ze sobą dzieci. Dlatego właśnie przeważnie banshee nazywa się półbogami- po mimo faktu że są bożkami można je zabić, a do tego umieją tworzyć nowe siostry.
- Oh, dziękuję. W końcu ktoś mi coś powiedział na ten temat. - Spiorunowałam wzrokiem brata. - Zgaduję, że jesteś w stanie demona, tak?
- Dokładnie. Ale jak poznałam Jacka byłam jeszcze wampirem. - Zaśmiała się, patrząc na czarnookiego czule.
- No właśnie! Jack, czemu tak nie lubisz wampirów?
 Rose poruszyła się nerwowo, a brat nawet nie spojrzał w moją stronę, lecz wymienił się spojrzeniami z zielonooką.
- Jack... chyba należy jej powiedzieć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz